Jeff Salyards, Bloodsounder’s Arc – Scourge of the Betrayer (2012) i Veil of the Deserters (2014)

Extended English version here.

salyards1 W świecie opuszczonym przez bogów* feudalne Królestwo Anjurii powstrzymało ekspansję niewolniczego imperium Syldoon, rządzonego przez kastę niewolników-żołnierzy, przypominających Janczarów (w pierwszym tomie), albo raczej Mameluków (w drugim, kiedy dowiadujemy się więcej o polityczno-społecznej strukturze państwa). Kruchy rozejm jest stale zagrożony, ale niepewne sukcesje i wewnętrzne rywalizacje w obu krajach odsuwają ryzyko wojny. Czytelnik dowiaduje się jednak o tym powoli, układając sobie ogląd sytuacji z niewielkich fragmentów rzucanych przez bohaterów na marginesie rozmów na bardziej codziennej tematy. Bohaterów, którzy są jedynie mniej lub bardziej świadomymi pionkami w grze możnych swego świata.

W epoce epickich sag seria zwróciła moją uwagę niewielką skalą opisywanych zdarzeń (to nie krytyka!) i ich opisem z perspektywy bohatera mającego dostęp do bardzo niekompletnej wiedzy, poznającego Historię równolegle z czytelnikiem. Narratora zdecydowanie nie-wszystko wiedzącego. I pojedynczego, więc nie można wyłuskać dodatkowych informacji ze zderzenia konkurencyjnych POV.

Continue reading

Advertisements

Robin McKinley, Sunshine (2004)

856Robin McKinley jest autorką stosunkowo mało znaną na polskim rynku, mimo że pisze fantastykę nieprzerwanie od końca lat 70. Zaszufladkowana jako autorka feministyczna i twórczyni książek YA, najbardziej znana jest ze swoich interpretacji klasycznych baśni: Pięknej i Bestii (dwukrotnie), Oślej skórki, Śpiącej królewny. McKinley robi jednak również wycieczki w dziedziny tradycyjnej fantastyki czy urban fantasy. Sunshine należy do tego ostatniego gatunku.

Książka McKinley opisuje historię młodej dziewczyny, Rae, i jej pokręconej drogi do poznania samej siebie. Rae ma kłopoty – niby nic wielkiego, tylko jakieś nierozliczone sprawy z dzieciństwa, najbliżsi, którzy lata temu zniknęli w niewyjaśnionych, wojennych okolicznościach, oraz nadopiekuńcza matka. Ale te kłopoty skłaniają ją pewnego wieczoru do samotnej przejażdżki nad jezioro, gdzie zostaje porwana przez grupę wampirów jako przynęta i pożywienie dla ich więźnia, samotnego wampira o imieniu Constantine. Aby przetrwać, Rae będzie musiała zmierzyć się ze swoją skomplikowaną przeszłością, o której dotąd usiłowała zapomnieć.

Continue reading

Jean Johnson, A Soldier’s Duty (2011)

10814635

I tried to like it. I wanted to. I even feel sorry I wasn’t able to.

It got to my “to read” pile after author’s sfsignal appearance (long ago, but it’s a huge pile) and I had high expectations. It was clear that she did her research, the premise was interesting and there was genuine enthusiasm in the way she spoke about her project.

The book itself, however… It felt like a very Mary-sueish Powerful!Harry fanfic. With all the problems of that genre. Main character was ridiculously overpowered from the get go, not only with her precognition (although it, by itself, seemed to make her omnipotent), but her physical strength, electricity-resistance (!)… and the list goes on… when I read that she even sings so beautifully, that her drill sergeant wondered why she joined the Marines instead of going pro… geez. And all this during pretty generic boot camp part, weak echo of its predecessors in Heinlein’s, Haldeman’s or Scalzi’s classics. Not to mention how preachy Ia was every time she got a chance to make a speech (ok, I’ll mention it – very preachy).

I liked some of the alien races, some of the battle scenes, the way protagonist used a religious order in her schemes and I really think something interesting could have been built around the main idea. Many elements were nice, even if most of them were borrowed – but that would be justified if they were used to create something new and exciting. New – to a degree. Exciting – not for me.

[short review published previously on Goodreads]

Score: 2,5/10

Ben Aaronovitch, Foxglove Summer

foxglove summer
 To już piąte spotkanie z Peterem Grantem, londyńskim policjantem zadłużonym po uszy u magicznie uświadomionego Newtona. Mamy więc już całkiem niezłe rozeznanie, czym jest magia i nauka w świecie Aaronovitcha, mamy solidnie rozwinięte postacie, których część obdarzona jest wyjątkowo bogatą przeszłością, a część – w tym sam Grant – równie  niezwykle rozbudowaną rodziną. Mamy również określone oczekiwania co do kolejnej części serii – a o tym, dlaczego akurat ten fakt jest istotny, powiem za chwilę.

W Foxglove Summer, w przeciwieństwie do poprzednich części, rozgrywających się w Londynie, tym razem opuszczamy miejskie klimaty i ruszamy na angielską prowincję. Zdecydowanie odmienną od polskich realiów. Żeby zilustrować to twierdzenie, posłużę się jednym przykładem: jedyny rolnik w całej książce posiada olbrzymią, w pełni zautomatyzowaną produkcję i jest świetnie sytuowanym gejem, pozostającym w trwałym, romantycznym i publicznym związku (mowa o oświadczynach) z lokalnym policjantem.

Pojawiają się i stare, i nowe postaci, ale dominujące jest poczucie pewnej przerwy, albo też zawieszenia, głównych wątków serii. Tak jak i główny bohater, tak i autor wydaje się odpoczywać na wakacjach. Akcja toczy się niespiesznie i dotyczy tym razem spraw lokalnych, czy wręcz rodzinnych. Poziom emocji, jakie wzbudza ona u czytelnika, jest jednak zaskakująco niski – raczej na poziomie reality show niż antycznych tragedii.  Nie będę zdradzać tu fabularnych rozwiązań, napiszę jednak, że zakończenie nieco rozczarowuje i w sumie sprawia wrażenie niezwykle pospiesznie sztukowanego. Teorię tę może potwierdzać przesuwana kilkakrotnie data premiery książki.

Jest w książce kilka przyjemnych geekowych smaczków, jest też kilka zabawnych momentów, akcja meandruje wolno niczym wiejskie strumyki w lecie, a atmosfera dusznego, gorącego lata towarzyszy nam przez cały czas. Foxglove Summer niewątpliwie czyta się przyjemnie, ale czegoś jednak brak.
 

Aaronovitch przyzwyczaił nas do wysokiego poziomu swojej londyńskiej serii. W tym kontekście piąta jej część rozczarowuje. Nie trzyma poziomu poprzednich książek, nie posuwa do przodu akcji zarysowanej w pozostałych częściach, wyklucza właściwie wszystkie najważniejsze postaci drugoplanowe (Faceless Man, Leslie, Nightingale), które dają znać, że żyją, wyłącznie przy pomocy smsów i krótkich rozmów telefonicznych. Wszystko to sprawia razem, że Foxglove Summer wydaje się bardziej jakimś spin-offem serii niż jej kluczowym elementem.

Ocena: 6,5/10

Lev Grossman, The Magicians Trilogy (2009-2014)

Extended English version here. Includes first impressions of the TV adaptation 🙂

Harvard, Yale, NYT, Wired, Wall Street Journal… autor nabierał ogłady oraz warsztatu tu i ówdzie i tego nie ukrywa. Pewien amerykański podcaster, z community college w CV, stwierdził, że Grossman mocno go onieśmielał podczas wywiadu. Moje pierwsze wrażenie z lektury – styl chłodny i nieco pretensjonalny. Technicznie bardzo sprawny, może zanadto nastawiony na mnożenie odniesień i nawiązań. Na początku trochę odrzucał, zaczynałem czytać dwa czy trzy razy. Ale potem się przyzwyczaiłem, a w końcu – polubiłem.

The MagiciansQuentin Coldwater, bardzo zdolny, choć społecznie i emocjonalnie niedostosowany, nastolatek, żyjący w bardzo zwyczajnym XXI-wiecznym Nowym Jorku, dostaje się do Brakebills, szkoły (właściwie college’u) dla magów. Mamy ukrytą magiczną społeczność, mamy studia, imprezy, związki, niczego nie rozumiejących rodziców, a wszystko to w świecie, który beztroski i niewinności nie wybacza. I mamy Fillory, magiczny świat z ulubionych przez głównych bohaterów powieści książek dla dzieci, który okazuje się być czymś więcej niż zmyśleniem autora. Oraz przynajmniej dwie silne postaci kobiece. Realistycznie wplecione w fabułę i budzące we mnie więcej sympatii niż główny bohater.

Trylogia Grossmana bywa określana jako „Harry Potter dla dorosłych”, pierwszy tom był takim skrzyżowaniem Pottera z Narnią, dla zblazowanych licealistów. W następnych było już znacznie więcej Narni, ale perwersyjnie zreinterpretowanej. Poza tym zarówno autor, jak i wielu bohaterów, czytało Tolkiena, Pratchetta, T.H.White’a i wielu innych. To zręczna zabawa motywami, fantastyka postmodernistyczna.

Continue reading