Mark Smylie, Artesia (1999-?)

Epic story clearly belonging to the grimdark subgenre. Also, military, medieval fantasy. With strong elements of erotica.
pu_Artesia_Afire_000fc
Great story, impressive world-building, conservative, but excellent art. Shakespearean language and intrigue.
Still, I have to admit – the first time I got it into my hands, I couldn’t get past a few first pages. Why? Well, chain-mail bikini syndrome. My firm belief is that a woman on a quasi-medieval fantasy battlefield needs her armour to cover as much of her body as possible. Even the visually attractive parts. Sigh 😉 So, say, if a stunning female was to don a Gothic style plate armour, she’d take care to cover all the important parts of her anatomy. Artesia didn’t and I was sure that it was not the kind of serious fantasy comic I was looking for. But since that time I’ve read some very positive reviews and went back. And wow. It was definitely worth my time.
Still – not safe for work, or a room under age relative might wander into. Or your mother. Or anyone who wouldn’t understand that you only read it for the art, storytelling and maybe appreciation of women empowerment. I’m not sure this much group sex had to be involved in said empowerment, though.
Heh, so not a five star thing. Why four stars and all the enthusiasm?

Continue reading

Pajączek w bibliotece

Nasz blog wzbogacił się właśnie o pierwszą oryginalną grafikę, courtesy of James Tooltip. Moja domowa biblioteka jak żywa, na pierwszym planie zaczytany Pajączek 🙂 Śliczny i trafny rysunek, materiał na niezły webcomic. Mam nadzieję, że Pajączek jeszcze w Re-enchantment wystąpi.

spider reader

Na stałe zagości w dziale O/About

Adrian Czajkowski, Guns of the Dawn (2015)

Guns-of-the-DawnRozważna i romantyczna w wietnamskiej dżungli

Adrian Czajkowski jest autorem dziesięciotomowego cyklu Shadows of the Apt – jednego z najlepszych wieloksięgów w militarnej czy epickiej fantasy ostatnich lat. Nowa książka, mimo że rozgrywająca się w rzeczywistości zupełnie odmiennej od świata Insect-Kinden i utrzymana w wyraźnie innym stylu, trzyma podobny, wysoki poziom i porusza zaskakująco zbliżone problemy.

Główną bohaterką Guns of the Dawn jest Emily Marshwick – szlachcianka z dobrego, choć zubożałego domu. Po samobójczej śmierci ojca Emily wraz ze starszą siostrą Marią zmuszone są do zajęcia się nie tylko swoim młodszym rodzeństwem, ale i całym majątkiem, składającym się głównie z długów nieżyjącego ojca. Mimo przeszkód idzie im to całkiem nieźle, dopóki sąsiednie państwo, Denlandia, nie wymordowuje swej panującej rodziny królewskiej i nie wprowadza ustroju republikańskiego, by potem ruszyć na ojczyznę Emily, Lascanne. W Lascanne nadal panuje monarcha, kuzyn zabitego króla Denlandii, nie dziwi więc, że żądni krwi Denlandczycy na wszelki wypadek chcą się pozbyć i jego. Nie bez znaczenia dla ich eksterminacyjnej determinacji jest też fakt, że tylko królewska krew może ze zwykłego obywatela stworzyć potężnego maga władającego ogniem.

Continue reading

Book & A Cover

Niektóre okładki po prostu spełniają swoją funkcję. Oddają charakter książki i w zasadzie nie mogą być wybitniejsze niż ona – wpisują się w określoną konwencję i przekazują jasny komunikat co do zawartości. Gorzej, jeśli okładka jest z innej bajki niż dzieło, które zapowiada:

1346428683089Stare wydania Conana można przynajmniej lubić ironicznie. Współczesne paranormal romance… wstyd wyciągnąć przy ludziach z plecaka, a niektóre urban fantasy nie wiedzieć czemu się z nimi ścigają, zamiast poprzestać na czymś takim:

Sixty-OneNails-rev-144dpi

Continue reading

Don’t judge a book by its cover…

… czyli pozory mogą mylić. Mogą, ale nie muszą. Myślę, że nie wywołam wielkich kontrowersji stwierdzeniem, że okładka książki jest jej niezwykle istotnym elementem dla każdego czytelnika (papierowej wersji). W idealnym świecie okładka powinna choćby w minimalnym stopniu odzwierciedlać zawartość – informować odbiorcę o tym, czego może się spodziewać, sięgając po daną publikację. I bynajmniej nie mówię tu o precyzyjnym rysowaniu zawartości na okładce każdej książki, a raczej o kreowaniu pewnego nastroju, klimatu odpowiadającego treści. Sztandarowym przykładem błędu twórcy sztuki okładkowej jest czworo oczu Dwukwiata na okładce „Koloru magii” autorstwa Jacka Kirby’ego, dobrze znanego wszystkim fanom komiksów [1].

the-colour-of-magic-1

A zarazem jego okładki, pełne nasyconych barw, humoru i drobiazgowo nakreślonych, szalonych postaci, dla wielu stanowią idealne odzwierciedlenie charakteru Świata Dysku. Po śmierci Kirby’ego zaszczyt projektowania okładek dla Terry’ego Pratchetta przypadł Paulowi Kidby’emu (podobieństwo nazwisk raczej przypadkowe, choć z Pratchettem nigdy nie wiadomo ;)). Kidby zachował większość palety Kirby’ego, podziela też jego zamiłowanie do szczegółu – a zarazem tworzy zupełnie odmienne, autorskie dzieła.

librarian-Kidby

Continue reading

Terry Brooks, Shannara (1977 – …)

Jakiś czas temu, mając dużo czasu 🙂 postanowiłem popracować nad swoją klasyczną edukacją. Nie, nie zapisałem się na zajęcia z łaciny. Klasyka fantasy i s/f, oto, co mam na myśli. Było różnie. Heinlein generalnie świetny. Beagle super. Burroughs się niestety nieładnie postarzał. Jordan… kiedyś przetrawię tą traumę na tyle, że napiszę recenzję Koła Czasu. Brooks… przyszła kolej na Brooksa, autora bardzo długiego i bardzo popularnego cyklu Shannara. MTV (!) szykuje serial, chciałem ugryć temat zanim pojawi się w… telewizji.

Dwa podejścia zakończyły się, niestety, klęską. Prequel zawiódł na całej linii, pierwszy tom… rozumiem, czemu w swoim czasie się podobał. Ale mnie nie przekonał. Dwa krótkie teksty z Goodreads:
 uuu

Continue reading