Patricia Briggs, Dead Heat (2015)

dead_heatDead Heat is the fourth, newest novel-length installment in the Alpha and Omega series by Patricia Briggs. Briggs is a solid name in the modern urban fantasy field. She can tell an engaging, compelling story, and she has created a really interesting, well planned world, full of politics (both magical and mundane), power plays and strong, likeable characters, which grow and change plausibly with every new installment. I really enjoy Mercy Thompson series, to the point of having all the books in the same ACE edition (hardcovers mostly) on my shelves. And that says a lot, considering the limited space I have there as well as my addiction to Kindle. I never got hooked on Alpha and Omega novels though – they are not enough action-packed and definitely too much introspectively romantic, wish-fulfilling and politically correct for my barbaric tastes. That said, let’s start from the beginning.

Those who read Briggs probably know that Alpha and Omega novels are set in the same world as Mercy Thompson series – they just follow a different set of characters, mainly Charles Cornick, the younger son of the Marrok, the head of all US werewolves, and Anna Cornick, Charles’ wife.

We have known Charles from Mercy’s point of view, as a person who scares even her, and this really does take some serious effort. He is tall, enigmatic bordering on unreadable, highly mysterious, has his own shaman magic and he takes care of all the dirty work the Marrok has. Which is, as you can expect, quite a lot.

Continue reading

Robert Jordan (1990-2005), Robert Jordan & Brandon Sanderson (2009-2013) – The Wheel of Time

Jak już pisałem, w swoich przygodach z nowszą i starszą klasyką fikcji gatunkowej trafiałem różnie, raz lepiej, innym razem – fatalnie. Koło Czasu (dalej – WoT, czyli „The Wheel of Time”)… było porażką.

Również graficzną, oryginalne okładki WoT (środkowy rząd) należą do najbrzydszych w historii gatunku, edycja brytyjska (góra), jak zazwyczaj, lepsza, ebooki (najniższe), znośne:

url Continue reading

Brian McClellan, The Powder Mage Trilogy (2013 – 2015)

Powder MageQ: Gunpowder mages… how cool is that?

A: It’s as cool, as it sounds, my friend 😉

Piotrek: Epicka, trzyczęściowa trylogia (co w dzisiejszych czasach wbrew pozorom nie jest oczywiste, z niejednej trylogii zrobiła się wielotomowa saga…), która chyba nie potrzebuje recenzji… wystarczy kilka haseł i zapewnienie, że nie tylko pomysł świetny, ale i wykonanie nie zawodzi.

Stary świat fantasy, gdzie królowie rządzą opierając się na magach, a pospólstwo zna swoje miejsce. Politeistyczna religia, kolejna podpora reżimu, źródła swoje ma w historycznym fakcie, że bogowie kiedyś naprawdę chodzili po ziemi. Wojsko, w którym urodzenie znaczy więcej, niż odwaga i kompetencje. Zdegenerowana arystokracja, której przedsiębiorczy stan trzeci nie chce już utrzymywać.

Zaraz zaraz… coś tu przestaje pasować. Sielski feudalizm typowego fantasy zaczyna przypominać nowożytną Francję. Parę lat przed rewolucją. Stało się to możliwe dzięki zastosowaniu przez autora rewolucyjnego konceptu rewolucji przemysłowej ;).

Dygresja – nie był pierwszy, jasne. Wszystko już było. Nawet Napoleon na smoku. Ale nie w ten sposób.

Tak więc w Adro, małym, ale postępowym królestwie, zaczynają działać potężne siły społeczne, które zderzają się z czymś, czego u nas na swojej drodze nie spotkały – król oprócz gwardii szwajcarskiej ma na swoje zawołanie magów. Magów, którzy potrafią w pojedynkę spopielić brygadę piechoty liniowej, nie tylko demonstację związkowców.

Dygresja – związki zawodowe i rewolucja! Świat McClellana ma swojego Wałęsę, o skromnych początkach, skłonnościach do ciemnych interesów i olbrzymich ambicjach politycznych.

Ok, więc – z jednej strony – awesome!

Continue reading

Nagroda Priapa

Nagroda Priapa Czyli dlaczego w fantastyce definicja kobiety wyzwolonej tak często zawiera komponent dzikiego seksu ze wszystkim, co się rusza.

Post Piotrka o Artesii był wprawdzie katalizatorem tego wpisu, ale powyższe pytanie zadaję sobie już od dawna. Fantastyka, jak zresztą i inne gatunki literackie, nie oszukujmy się, pełna jest przedmiotowych ujęć silnych kobiet. Jak to możliwe? Przecież to niemal oksymoron: „silna kobieta” jako przedmiot. Pewnie, jak zwykle, dużo zależy od przyjętej definicji. Kobieta silna wedle mojej definicji powinna mieć kilka bardzo konkretnych cech (kolejność nie ma znaczenia): inteligencję, wewnątrzsterowność, umiejętność podejmowania decyzji (nawet złych), samorządność, odpowiedzialność, zdolność do rozwoju i poznania samej siebie. Czasami do tego może skopać parę tyłków, ale nie jest to warunek konieczny ani tym bardziej wystarczający. Innymi słowy – na tak pojętą “siłę” składają się cechy nie mające absolutnie nic wspólnego z płcią. Płeć nie ma znaczenia – ważna jest osoba.

Tak czy inaczej, to wręcz zaprzeczenie przedmiotowego ujęcia kobiet, w którym traktowane są jako kukiełki rządzone instynktem, popędami i twardą ręką silnego mężczyzny. Problem w tym, że we współczesnej literaturze topos „silnej kobiety” stał się stereotypową formą, czy wręcz foremką, w którą wciska się wszystko: wystarczy, że kobieta jest np. silna fizycznie, była w wojsku, zna sztuki walki, uprawia „trash talk”, albo przynajmniej radośnie, bez zobowiązań i wielkiej wybredności uprawia nieokiełznany seks.  Żeby nie brzmieć jak stara babcia, wspominająca (lepsze) czasy swojej młodości – zdaję sobie sprawę, że przedmiotowe postrzeganie płci żeńskiej istniało w kulturze zapewne od tego samego momentu, w którym pojawił się topos „silnej kobiety”. Czyli od samego początku 🙂 No chyba, że przyjmiemy tę lekko spiskową teorię dziejów, mówiącą, że pierwotne ludy rolnicze jak jeden mąż wyznawały wiarę w Boginię Matkę, i dopiero potem hordy kapłanów monoteistycznych religii osiągnęły paternalistyczną hegemonię kulturową i z sukcesem wymazywały przez wieki wszystkie pozostałości tego kultu…

Continue reading

30 minutes with Ursula Le Guin

Moja kolej na post i przyszedł czas na recenzję, ale 1) zostałem wywołany do tablicy – ignoruję najwyraźniej piszące genre fiction kobiety 😛 2) trafiłem na świeży materiał, który zdecydowanie zasługuje na podlinkowanie w kategorii “wyszperane”…

BBC, która niedługo ma wyemitować słuchowisko oparte na “The Left Hand of Darkness”, przypomniało sylwetkę Ursuli K. Le Guin półgodzinnym wywiadem (z wplecionymi wypowiedziami Gaimana i Mitchella). Swoją drogą – bardzo polecam książkę, słuchowisko ma mieć łącznie 2 godziny i to zdecydowanie za krótko, żeby oddać bogactwo materiału źródłowego.

Ursula K. Le Guin Meet-the-author Q&A session; Bookworks bookstore, Albuquerque, NM, USA; July 2004. Photo taken by Hajor, 15.Jul.2004. Released under cc.by.sa and/or GFDL

85-letnia pisarka, człowiek-instytucja, powszechnie uznana za jedną z wielkich światowej fantasy, jedyna matka wśród ojców-założycieli.
Jej ojciec był antropologiem w Berkeley, w pisarstwie Le Guin widać jej fascynacje antropologią, socjologią czy psychologią. “Wracać wciąż do domu” jest antropologią fantastycznego ludu, w świadomym kontraście z Tolkienem i jego mitologią.

Tendencje do liberalnego (w amerykańskim sensie) aktywizmu nie obniżają w żaden sposób wartości jej dzieł. “Tehanu” to feministyczna powieść, którą nie tylko cenię, ale również bardzo lubię. Wspomniana “Lewa ręka ciemności”… szokuje wrażliwego czytelnika i zmienia sposób, w jaki widzi on społeczeństwo. W zasadzie Le Guin mogłaby być substytutem socjologicznej edukacji dla czytających mas 🙂

Gorzej wychodzi autorce publicystyka, jak ta recenzja nieudanej ekranizacji jej sztandarowego “Ziemiomorza”. Ok, to przykre, że główny (biały) bohater był “bladą imitacją” (pun intended) kolorowego protagonisty książek Le Guin. Ale to najmniejszy z licznych problemów wyjątkowo kiepskiej miniserii (5,7 na IMDB to przesada…).

Continue reading

Connie Willis, Passage (2001)

Connie Willis_2001_PassageConnie Willis jest chyba najbardziej znaną pisarką SF i fantasy, a już na pewno najbardziej utytułowaną i najczęściej nagradzaną – tytuł Wielkiego Mistrza SFWA, jedenaście nagród Hugo, siedem nagród Nebuli, cztery nagrody Locusa to tylko najważniejsze spośród całej masy przyznanych jej nagród, tytułów i nominacji.

Do jej najpopularniejszych dzieł należą książki z cyklu oksfordzkiego, opisujące podróże w czasie: powieści Doomsday Book, To Say Nothing of the Dog, Blackout/All Clear, a także opowiadanie Fire Watch. Książka, o której dziś tu mowa, jest jednak dziełem zupełnie niezależnym od powyższych, mimo że łączy je z nimi bardzo charakterystyczny styl autorki: dowcipny, pełen krótkich, ciętych dialogów, skupiający się na sytuacjach absurdalnych. Passage nie opisuje podróży w czasie – raczej podróże w głąb ludzkiego umysłu, a dokładniej – w głąb tunelu, który rzekomo pojawia się u ludzi w stanie śmierci klinicznej. Tunel ten okazuje się… może nie będę opisywała jednej z dowcipniejszych, a zarazem lekko przerażających niespodzianek tej książki. Zamiast tego powiem, że Passage można byłoby spokojnie określać jako thriller medyczny, gdyby nie – i tu Was zaskoczę – spora dawka SF i fantasy ;). Dostajemy cały zbiór ostatnich słów znanych ludzi, szczegółowy opis najbardziej przerażających historycznych katastrof – od Pompejów po Hindenburga, Titanica i pożar cyrku Hatford, a nawet wielką powódź melasową, która swego czasu zainspirowała chyba również i Pratchetta. Dostajemy również, i to jedna z największych zalet tej książki, bardzo przekonujące wyjaśnienie fenomenu NDE (NearDeathExperience). Nie zdradzę, jakie – ciekawych zachęcam do sięgnięcia po Passage.

Continue reading

Silva rerum

Nowa kategoria postów i powtórka z pierwszej klasy liceum 🙂 Czasem tekstu jest za mało na pełną recenzję czy artykuł, a mimo to chciałoby się podzielić pewnymi przemyśleniami, świeżymi wrażeniami z lektury, czy po prostu dzień jest taki szczególny, jak dzisiaj, że aż się prosi o komentarz… tak więc, wszystkim czytelnikom:

Happy Zombie Jesus Day!

Najlepsze życzenia składamy z Pajączkiem, gościnnie u nas po raz drugi:

image by James Tooltip

image by James Tooltip

mcclellan Promise_of_Blood

Continue reading