Robert Jordan (1990-2005), Robert Jordan & Brandon Sanderson (2009-2013) – The Wheel of Time

Jak już pisałem, w swoich przygodach z nowszą i starszą klasyką fikcji gatunkowej trafiałem różnie, raz lepiej, innym razem – fatalnie. Koło Czasu (dalej – WoT, czyli „The Wheel of Time”)… było porażką.

Również graficzną, oryginalne okładki WoT (środkowy rząd) należą do najbrzydszych w historii gatunku, edycja brytyjska (góra), jak zazwyczaj, lepsza, ebooki (najniższe), znośne:

url

Planowałem zdruzgotanie tego cyklu w jakimś dłuższym poście, ale ostatecznie uznałem, że nie warto. Podsumuję swoje przemyślenia, z perspektywy paru miesięcy, jakie mięły od czasu odsłuchania ostatniego z piętnastu tomów (14 podstawowych i prequel). A odsłuchałem w zeszłym roku całość, od sierpnia do grudnia, średnio po ponad 30 godzin na tom, co brzmi groźnie, ale w praktyce moja uwaga wędrowała czasami na boki, bez straty dla zrozumienia akcji – bo tej akcji nie było za dużo. McClellan czasami pędzi i w Powder Mage Trilogy niekiedy aż się prosi, żeby zwolnić i skupić oko czytelnika na szczegółach. Jordan w zasadzie nigdzie nie przyspiesza. Kiedyś jechałem do pracy i wsiadając do tramwaju słuchałem o paru postaciach idących korytarzem i prowadzących nie mającą większego znaczenia dla fabuły rozmowę. Trochę się zdekoncentrowałem i pamiętam tylko fragmenty z następnych pięciu czy dziesięciu minut. Nic straconego – nasze bohaterki dopiero skończyły swoją przechadzkę, w czasie której (sprawdziłem potem w ebooku) nic się nie wydarzyło. I nie chodzi mi tutaj tylko o brak akcji. Nie dowiedzieliśmy się niczego nowego o żadnej z postaci, świecie, niczego w minimalnym stopniu istotnego. Sam, idąc ze znajomymi ulicą, prowadzę ciekawsze rozmowy, których i tak nie uważam za materiał na powieść.

Lekcja dla mnie jako entuzjasty worldbuildingu – akcja też jest potrzebna. Chociaż… można napisać dobrą powieść skupioną na interesującym uniwersum. Problem z Jordanem polega na tym, że nigdy nie zrozumiał, iż dużo nie wystarczy. Powinno być jeszcze – dobrze. Tysiące stron epickiej sagi muszą być zapełnione w przemyślany sposób. Świat powinien być rozbudowany, ale przy tym wewnętrznie spójny. System magii konsekwentny. Bohaterowie zróżnicowani i psychologicznie wiarygodni. Powtarzanie paru formułek over, and over, and over, and over again pozwala zadrukować kolejne arkusze papieru, ale nie tworzy dobrej opowieści.

Nie będę streszczał akcji, czy szczegółowo opisywał świata WoT. Jako popularna seria fantasy ma oczywiście swoją bardzo rozbudowaną wiki. I bardzo dobrze, inaczej czytelnik mógłby się pogubić, wśród 2200 bardzo podobnych do siebie postaci, kilkunastu powtarzalnych królestw i równie wielu tomów opowieści o chaotycznej strukturze i braku wyraźnych punktów przejścia.

W dużym skrócie – pierwszy tom, niezdarna nieco kopia „Drużyny Pierścienia”, da się przeczytać. Czytelnik może odnieść wrażenie, że cykl nieźle się zapowiada. Skoro następnych 14 tomów odniosło wielki sukces, autor na pewno nauczył się na błędach… na pewno? Niestety, nie.

Dwie mini recenzje z mojego konta Goodreads. Pierwsza, otwierającej sagę „The Eye of the World”

WoT01_TheEyeOfTheWorld

Probably the best part of one of the longest fantasy sagas. A flawed book that nonetheless holds a promise of something truly epic.

But do not start it – I mean, well, if you absolutely have to, read this one, and stop at that. Unless you want more and more of the same, with action moving so slowly that it sometimes stops entirely. For hundreds of pages. There are many reviews here giving the basic outline of this book’s plot, so I won’t repeat that. But a quick warning – whatever irritates you in The Eye of the World, will be repeated hundreds of times throughout the series. Whatever you find funny or fresh, will also be repeated hundreds of times, until you get really, really tired of it.

It’s a clone of Tolkien written without Tolkien’s understanding of mythology and story creation. And it in later volumes, when it goes it’s own way, it just sucks. It’s a failed attempt of creating a world with reversed gender roles by simply reversing the stereotypes.”The Eye of the World” is, by itself, a clumsy but fun book (thus my 4-star rating. I gave it after reading the first book, it does not reflect my opinion about the entire series). If the series gradually improved with further installments, it could have joined the ranks of solid, if not brilliant, fantasy cycles. Problem is, there is not improvement, not story-wise, not even in technique, plot devising or character development.

I’ve listened to audio versions of the entire saga. I’m a completionist and the audio is done exceptionally great – by Michael Kramer and Kate Reading, they are way better than the material they are working on. And I was stubborn – I wanted to be able to say – yeah, I’ve finished the entire series and it really sucks. And so I do.

I ostatnia część cyklu, “A Memory of Light”:

Wheel-of-Time-WhelanOne day I hope to write a fundamental critique of the entire WoT, describing why, in my opinion, it fails big time in all its goals. Meanwhile – a few short thought of series’ finale.

I hate the Seanchan more than the Big Bad One – he’s a bit cartoonish as a villain, whereas the Seanchan are a very human empire of evil. And Aludra, of all people, setting off fireworks for them in the epilogue… that was just disgusting. Seanchan are villains in a way we like our villains to be in the modern fantasy – yes, they are good people among them, yes, their system, while taking the freedom from its slaves, gives them some security and, when you compare some of their leaders to their opposites in what stands for this world’s free world, you may wander who is right. For a while. But ultimately it is a slave empire with its rule based on dehumanization of an entire group of its subjects.

In comparison, The Dark Lord is a BDSM loving freak, psychologically unconvincing and, with all his power, rather stupid. He could have ended the plot in one of the first books, but watched his minions fighting among themselves instead of advancing his cause.

The ending is not consistent with the vision of WOT lore I had from previous books, with how we were shown that there is evil beside Dark One and that he does not offer a choice of going dark or not – he compels, turns against one’s will at least as often (not to mention that Pattern does not really gives you that much of a choice in this world ruled by Ta’veren and prophecies).

And it leaves me unsatisfied – so much we don’t learn about the future of the world and our heroes. For a saga so long, there is no conclusion.

It’s a bad ending to the series, but it’s also not a very good book by itself. I love epic battles, but battle scenes here are very repetitive. And I don’t feel the scope. The presence of hundreds of thousands of Aiel, of the entire Seanchan army, of Diabolus-ex-machina Sharans… and thousands of channelers from all possible tribes – is not felt. We have lots and lots of similar duels and skirmishes but not a truly grand battle.

All in all – a weak ending to a series that did not deliver what it promised to, back in The Eye of the World.

Mimo to, parę rzeczy się autorowi udało, przynajmniej na początku. Do kilku bohaterów nadal mam sporo sympatii, ale przede wszystkim czuję żal, bo moje nadzieje na długą przygodę z ambitną, epicką sagą fantasy nie zostały spełnione.

Wady WoT mógłbym jeszcze długo wyliczać… tylko po co? Jeśli powyższy tekst kogoś nie zniechęci, to kolejnych parę stron szczegółowej krytyki wiele nie pomoże. A z wyznawcami nie ma sensu dyskutować, lepiej poczytać coś dobrego.

Score: The Eye of the World 6/10, cała seria 3/10

Z zupełnie innej beczki – zaprzyjaźniony Pajączek doczekał się własnego bloga 🙂

Advertisements

5 thoughts on “Robert Jordan (1990-2005), Robert Jordan & Brandon Sanderson (2009-2013) – The Wheel of Time

  1. Pingback: Brandon Sanderson, Mistborn Trilogy (2006–2008) | Re-enchantment Of The World

  2. Pingback: Raymond Feist, Magician (1982) | Re-enchantment Of The World

  3. Pingback: Jeff Salyards, Chains of the Heretic (2016) | Re-enchantment Of The World

  4. Pingback: Tad Williams, Memory, Sorrow, and Thorn, parts I&II (1988-90) | Re-enchantment Of The World

  5. Pingback: Brandon Sanderson, Elantris (2006) | Re-enchantment Of The World

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s