The Magicians on paper & screen

Magicians_hero_tour_01

Among all the genre TV coming our way The Magicians might be the show that makes me happy the most. It’s a sign of SyFy’s resurgence I can watch – Expanse is reportedly great, but I still have to read the books. And I might do that soon, because after listening to Geek’s Guide to the Galaxy’s episode 180, I’m pretty fired up for the series. Listen to it, or at least read the summary.

Today’s show’s source material, The Magicians Trilogy by Lev Grossman, published 2009-14, was not an easy read by I enjoyed it immensely. So much that I invested in this beautiful boxed edition:

And it was even reviewed by me in the very first post on this blog. In Polish. So now – international edition followed by a few thought on the series.

Continue reading

Lev Grossman, The Magicians Trilogy (2009-2014)

Extended English version here. Includes first impressions of the TV adaptation 🙂

Harvard, Yale, NYT, Wired, Wall Street Journal… autor nabierał ogłady oraz warsztatu tu i ówdzie i tego nie ukrywa. Pewien amerykański podcaster, z community college w CV, stwierdził, że Grossman mocno go onieśmielał podczas wywiadu. Moje pierwsze wrażenie z lektury – styl chłodny i nieco pretensjonalny. Technicznie bardzo sprawny, może zanadto nastawiony na mnożenie odniesień i nawiązań. Na początku trochę odrzucał, zaczynałem czytać dwa czy trzy razy. Ale potem się przyzwyczaiłem, a w końcu – polubiłem.

The MagiciansQuentin Coldwater, bardzo zdolny, choć społecznie i emocjonalnie niedostosowany, nastolatek, żyjący w bardzo zwyczajnym XXI-wiecznym Nowym Jorku, dostaje się do Brakebills, szkoły (właściwie college’u) dla magów. Mamy ukrytą magiczną społeczność, mamy studia, imprezy, związki, niczego nie rozumiejących rodziców, a wszystko to w świecie, który beztroski i niewinności nie wybacza. I mamy Fillory, magiczny świat z ulubionych przez głównych bohaterów powieści książek dla dzieci, który okazuje się być czymś więcej niż zmyśleniem autora. Oraz przynajmniej dwie silne postaci kobiece. Realistycznie wplecione w fabułę i budzące we mnie więcej sympatii niż główny bohater.

Trylogia Grossmana bywa określana jako „Harry Potter dla dorosłych”, pierwszy tom był takim skrzyżowaniem Pottera z Narnią, dla zblazowanych licealistów. W następnych było już znacznie więcej Narni, ale perwersyjnie zreinterpretowanej. Poza tym zarówno autor, jak i wielu bohaterów, czytało Tolkiena, Pratchetta, T.H.White’a i wielu innych. To zręczna zabawa motywami, fantastyka postmodernistyczna.

Continue reading