Ursula Le Guin, The Found and the Lost (2016)

The Found and the Lost

The Found and the Lost is a collection of novellas by Ursula Le Guin, the founding mother of fantasy and SF as we know today. It’s a perfect book for both die-hard fans and for those who have never had the pleasure of reading anything by Le Guin before. A doorstop of a book at 600 pages in my digital copy and 816 pages in hardcover, it contains 13 novellas written in the period between 1971 (Vaster Than Empires and More Slow) to 2002 (Paradises Lost). The collection is presented mostly in a chronological order, but another categorization rule readily comes to mind while reading as the novellas can be divided into three main groups: Earthsea, Hainish cycle and “other”.

Continue reading

Advertisements

Ann Leckie, Imperial Radch trilogy (2013 – present)

Radch EmpireAncillary Justice, Ann Leckie’s debut, literally made a killing in 2014, simultaneously winning Hugo, Nebula, Arthur C. Clarke and BSFA awards. Leckie’s debut was long in coming – first drafts of what would later become Ancillary Justice were sketched back in 2002, and the book was written over a period of six years. The novel was worth the wait (even if nobody knew that they were waiting for something ;)) – Ancillary Justice comes across as a finished and polished work of art.

Superficially, it’s a story of Breq – a rather enigmatic and slightly detached individual, whose gender remains unknown, or rather unimportant, throughout the length of the story. And here’s what all and sundry’s already heard about Ancillary Justice: it uses only female pronouns in description of people. Everybody in Radch’s world is referred to as ‘she’ – because the Empire as a whole doesn’t consider sexes or genders as significant or consequential in any aspect other than being some strange barbarian quirks, hastily shoved into the box tagged ‘cultural diversity’. But a bit more on this later.

Radch is a galactic empire with – as all empires – an expansionist worldview. “Conquer, or be divided” should be its motto. As an epitome of a good SF empire, Radch has its own immortal tyrant, Anaander Mianaai. Or, to be more precise, lots and lots of Anaanders Mianaai, being one mind in literally hundreds or even thousands of bodies spread throughout the galaxy.

Continue reading

A few thoughts on poetry in fantasy.

It’s mu turn and I really wanted it to be a review. But I couldn’t, yet again, finish my review of “Fatale” graphic novel series, and I’ve found something I want to share. So today’s post goes into the “wyszperane” (“found in the net”) category. My source is, as usuall, /r/Fantasy, where Mark Lawrence’s “When the language flexes its muscles” was recommended (with entry entitled “Get your stinkin’ poetry out of my fantasy book!” 😉 ). The initial purpose of this category of posts was not to write big texts, but rather link interesting and thought-provoking essays, add a short commentary and maybe initiate discussion in the „comment” section.

First – I generally agree with the author. Two important quotes:

„A lot of people say they hate poetry. That’s fair enough – the school system bears a considerable responsibility for that.” – amen to that, it almost killed my interest in poetry.

And:

„Poetry is a distillation, the highest concentration of linguistic content, and like all strong flavours it won’t be for everyone at every stage in their life.”

I’ve read and enjoyed my share of simple, action-oriented novels, where language was almost reduced to its utilitarian function. But literature is more than a description of a sequence of events and the beauty of a fantasy/sf masterwork is in its language as well as its plot or characters.

Continue reading

Nagroda Priapa

Nagroda Priapa Czyli dlaczego w fantastyce definicja kobiety wyzwolonej tak często zawiera komponent dzikiego seksu ze wszystkim, co się rusza.

Post Piotrka o Artesii był wprawdzie katalizatorem tego wpisu, ale powyższe pytanie zadaję sobie już od dawna. Fantastyka, jak zresztą i inne gatunki literackie, nie oszukujmy się, pełna jest przedmiotowych ujęć silnych kobiet. Jak to możliwe? Przecież to niemal oksymoron: „silna kobieta” jako przedmiot. Pewnie, jak zwykle, dużo zależy od przyjętej definicji. Kobieta silna wedle mojej definicji powinna mieć kilka bardzo konkretnych cech (kolejność nie ma znaczenia): inteligencję, wewnątrzsterowność, umiejętność podejmowania decyzji (nawet złych), samorządność, odpowiedzialność, zdolność do rozwoju i poznania samej siebie. Czasami do tego może skopać parę tyłków, ale nie jest to warunek konieczny ani tym bardziej wystarczający. Innymi słowy – na tak pojętą “siłę” składają się cechy nie mające absolutnie nic wspólnego z płcią. Płeć nie ma znaczenia – ważna jest osoba.

Tak czy inaczej, to wręcz zaprzeczenie przedmiotowego ujęcia kobiet, w którym traktowane są jako kukiełki rządzone instynktem, popędami i twardą ręką silnego mężczyzny. Problem w tym, że we współczesnej literaturze topos „silnej kobiety” stał się stereotypową formą, czy wręcz foremką, w którą wciska się wszystko: wystarczy, że kobieta jest np. silna fizycznie, była w wojsku, zna sztuki walki, uprawia „trash talk”, albo przynajmniej radośnie, bez zobowiązań i wielkiej wybredności uprawia nieokiełznany seks.  Żeby nie brzmieć jak stara babcia, wspominająca (lepsze) czasy swojej młodości – zdaję sobie sprawę, że przedmiotowe postrzeganie płci żeńskiej istniało w kulturze zapewne od tego samego momentu, w którym pojawił się topos „silnej kobiety”. Czyli od samego początku 🙂 No chyba, że przyjmiemy tę lekko spiskową teorię dziejów, mówiącą, że pierwotne ludy rolnicze jak jeden mąż wyznawały wiarę w Boginię Matkę, i dopiero potem hordy kapłanów monoteistycznych religii osiągnęły paternalistyczną hegemonię kulturową i z sukcesem wymazywały przez wieki wszystkie pozostałości tego kultu…

Continue reading

30 minutes with Ursula Le Guin

Moja kolej na post i przyszedł czas na recenzję, ale 1) zostałem wywołany do tablicy – ignoruję najwyraźniej piszące genre fiction kobiety 😛 2) trafiłem na świeży materiał, który zdecydowanie zasługuje na podlinkowanie w kategorii “wyszperane”…

BBC, która niedługo ma wyemitować słuchowisko oparte na “The Left Hand of Darkness”, przypomniało sylwetkę Ursuli K. Le Guin półgodzinnym wywiadem (z wplecionymi wypowiedziami Gaimana i Mitchella). Swoją drogą – bardzo polecam książkę, słuchowisko ma mieć łącznie 2 godziny i to zdecydowanie za krótko, żeby oddać bogactwo materiału źródłowego.

Ursula K. Le Guin Meet-the-author Q&A session; Bookworks bookstore, Albuquerque, NM, USA; July 2004. Photo taken by Hajor, 15.Jul.2004. Released under cc.by.sa and/or GFDL

85-letnia pisarka, człowiek-instytucja, powszechnie uznana za jedną z wielkich światowej fantasy, jedyna matka wśród ojców-założycieli.
Jej ojciec był antropologiem w Berkeley, w pisarstwie Le Guin widać jej fascynacje antropologią, socjologią czy psychologią. “Wracać wciąż do domu” jest antropologią fantastycznego ludu, w świadomym kontraście z Tolkienem i jego mitologią.

Tendencje do liberalnego (w amerykańskim sensie) aktywizmu nie obniżają w żaden sposób wartości jej dzieł. “Tehanu” to feministyczna powieść, którą nie tylko cenię, ale również bardzo lubię. Wspomniana “Lewa ręka ciemności”… szokuje wrażliwego czytelnika i zmienia sposób, w jaki widzi on społeczeństwo. W zasadzie Le Guin mogłaby być substytutem socjologicznej edukacji dla czytających mas 🙂

Gorzej wychodzi autorce publicystyka, jak ta recenzja nieudanej ekranizacji jej sztandarowego “Ziemiomorza”. Ok, to przykre, że główny (biały) bohater był “bladą imitacją” (pun intended) kolorowego protagonisty książek Le Guin. Ale to najmniejszy z licznych problemów wyjątkowo kiepskiej miniserii (5,7 na IMDB to przesada…).

Continue reading

Book & A Cover

Niektóre okładki po prostu spełniają swoją funkcję. Oddają charakter książki i w zasadzie nie mogą być wybitniejsze niż ona – wpisują się w określoną konwencję i przekazują jasny komunikat co do zawartości. Gorzej, jeśli okładka jest z innej bajki niż dzieło, które zapowiada:

1346428683089Stare wydania Conana można przynajmniej lubić ironicznie. Współczesne paranormal romance… wstyd wyciągnąć przy ludziach z plecaka, a niektóre urban fantasy nie wiedzieć czemu się z nimi ścigają, zamiast poprzestać na czymś takim:

Sixty-OneNails-rev-144dpi

Continue reading