Katherine Addison, The Goblin Emperor (2014)

goblinemperorThere was a lot of talk about this book last year. A 2015 Locus Best Novel award winner, a 2014 Hugo and Nebula nominee, noted favorably by authors like GRRM… in short, Addison’s novel received a lot of praise. Alternately classified as high fantasy or grimdark, this book seems to me something else entirely. Addison asserts that it’s a stand-alone novel and no direct sequels will be written (a full interview here), and it is a complete story, however, it ends in such a way that a sequel or sequels are quite possible. Very well, but what’s the story?

The Goblin Emperor tells the story of Maia, a young half-goblin, half-elf princeling who, due to an airship catastrophe that removed his father and his three half-brothers from the land of living, quite unexpectedly becomes the emperor of all elves. Despised and abused, kept away from the court for all his life, Maia must now find the will and wisdom to become a ruler in a world where many oppose or hate him on the grounds of what he is. Court intrigue, betrayal and acts of heroism ensue. If I were to sum it up in one sentence, I’d say “A male Cinderella story”.

Continue reading

Robin McKinley, The Hero and the Crown (1984)

Hero-and-the-CrownI’ve been toying with the idea for this review for a time now. It’s such a small book, slim and unprepossessing in the face of all those bricks like Erikson or Tchaikovsky or even Hobb, forming literal walls on my shelves. And I’ve written two reviews of McKinley’s novels already. But The Hero and the Crown is a special book, and not just because it has won the Newbery Medal, awarded for “The most distinguished contribution to American literature for children”.

Don’t be misled by the “children”, in no aspect this is a childish book. I am quite irritated with the whole “genre” thing anyway, doubly so for fantasy and so called “children’s literature”, which, contrary to popular belief, is often more mature and artful than literature for grown-ups. But it’s a separate problem, one we’ve already mentioned here and we’ll probably tackle it more thoroughly another day.

The Hero and the Crown is often perceived as a prequel to Blue Sword. Correctly, because it takes place in the same place, only much earlier than Blue Sword, and, at the same time, incorrectly – because it deals with characters and events mentioned in Blue Sword only in the form of a legend.

Continue reading

Nagroda Priapa

Nagroda Priapa Czyli dlaczego w fantastyce definicja kobiety wyzwolonej tak często zawiera komponent dzikiego seksu ze wszystkim, co się rusza.

Post Piotrka o Artesii był wprawdzie katalizatorem tego wpisu, ale powyższe pytanie zadaję sobie już od dawna. Fantastyka, jak zresztą i inne gatunki literackie, nie oszukujmy się, pełna jest przedmiotowych ujęć silnych kobiet. Jak to możliwe? Przecież to niemal oksymoron: „silna kobieta” jako przedmiot. Pewnie, jak zwykle, dużo zależy od przyjętej definicji. Kobieta silna wedle mojej definicji powinna mieć kilka bardzo konkretnych cech (kolejność nie ma znaczenia): inteligencję, wewnątrzsterowność, umiejętność podejmowania decyzji (nawet złych), samorządność, odpowiedzialność, zdolność do rozwoju i poznania samej siebie. Czasami do tego może skopać parę tyłków, ale nie jest to warunek konieczny ani tym bardziej wystarczający. Innymi słowy – na tak pojętą “siłę” składają się cechy nie mające absolutnie nic wspólnego z płcią. Płeć nie ma znaczenia – ważna jest osoba.

Tak czy inaczej, to wręcz zaprzeczenie przedmiotowego ujęcia kobiet, w którym traktowane są jako kukiełki rządzone instynktem, popędami i twardą ręką silnego mężczyzny. Problem w tym, że we współczesnej literaturze topos „silnej kobiety” stał się stereotypową formą, czy wręcz foremką, w którą wciska się wszystko: wystarczy, że kobieta jest np. silna fizycznie, była w wojsku, zna sztuki walki, uprawia „trash talk”, albo przynajmniej radośnie, bez zobowiązań i wielkiej wybredności uprawia nieokiełznany seks.  Żeby nie brzmieć jak stara babcia, wspominająca (lepsze) czasy swojej młodości – zdaję sobie sprawę, że przedmiotowe postrzeganie płci żeńskiej istniało w kulturze zapewne od tego samego momentu, w którym pojawił się topos „silnej kobiety”. Czyli od samego początku 🙂 No chyba, że przyjmiemy tę lekko spiskową teorię dziejów, mówiącą, że pierwotne ludy rolnicze jak jeden mąż wyznawały wiarę w Boginię Matkę, i dopiero potem hordy kapłanów monoteistycznych religii osiągnęły paternalistyczną hegemonię kulturową i z sukcesem wymazywały przez wieki wszystkie pozostałości tego kultu…

Continue reading

Robin McKinley, The Blue Sword (1982)

theblueswordZapewne każdy z nas był kiedyś nastolatkiem: obdarzonym zbyt dużą ilością kolan, łokci i pryszczy, niepewnym swojej pozycji i wartości, i nieśmiało marzącym o przeznaczeniu podobnym do losu Luke’a Skywalkera czy innego obrońcy Wszechświata. Książka Robin McKinley odwołuje się właśnie do tego naszego wewnętrznego nastolatka, głęboko ukrytego w każdym z nas: istoty w gruncie rzeczy dość nieskomplikowanej, pragnącej prostych rozwiązań i równie skłonnej do zachwytu, jak i do pogardliwej obojętności. Dlatego z pełnym przekonaniem wrzucam ją do szufladki YA, nie umniejszając jednak w ten sposób jej niezaprzeczalnych zalet. Ale po kolei.

The Blue Sword jest stosunkowo starą książką, niemal zupełnie nieznaną polskim czytelnikom, ale bardzo popularną i wysoko cenioną przez odbiorców anglojęzycznych. W swoim czasie zdobyła szereg nagród, w tym Newbery Honor. Trafiłam na nią – i na jej autorkę – poprzez sieć czytelniczych poleceń i wspomnień z młodości. Większość informacji była niezwykle pochlebna. I faktycznie, jest to książka pisana dopracowanym i świeżym stylem. Język, jakiego używa autorka, jest dość prosty, ale bardzo dopracowany, przywodzący na myśl zamierzoną prostotę baśni, a nie nieporadne literacko książki w stylu „poszedł, znalazł, zwyciężył”. Przyznaję, że ta zamierzona mitologizacja ma dla mnie szczególny urok. Władimir Propp też zapewne byłby zadowolony. Co więcej, książka Robin McKinley zawiera szereg interesujących motywów i rozwiązań, które zdołały zainspirować licznych następców autorki. Twierdzę wręcz, że czytelnicy serii o Kate Daniels Ilony Andrews mogą w The Blue Sword odnaleźć pierwowzór Currana.

Continue reading

Robin McKinley, Sunshine (2004)

856Robin McKinley jest autorką stosunkowo mało znaną na polskim rynku, mimo że pisze fantastykę nieprzerwanie od końca lat 70. Zaszufladkowana jako autorka feministyczna i twórczyni książek YA, najbardziej znana jest ze swoich interpretacji klasycznych baśni: Pięknej i Bestii (dwukrotnie), Oślej skórki, Śpiącej królewny. McKinley robi jednak również wycieczki w dziedziny tradycyjnej fantastyki czy urban fantasy. Sunshine należy do tego ostatniego gatunku.

Książka McKinley opisuje historię młodej dziewczyny, Rae, i jej pokręconej drogi do poznania samej siebie. Rae ma kłopoty – niby nic wielkiego, tylko jakieś nierozliczone sprawy z dzieciństwa, najbliżsi, którzy lata temu zniknęli w niewyjaśnionych, wojennych okolicznościach, oraz nadopiekuńcza matka. Ale te kłopoty skłaniają ją pewnego wieczoru do samotnej przejażdżki nad jezioro, gdzie zostaje porwana przez grupę wampirów jako przynęta i pożywienie dla ich więźnia, samotnego wampira o imieniu Constantine. Aby przetrwać, Rae będzie musiała zmierzyć się ze swoją skomplikowaną przeszłością, o której dotąd usiłowała zapomnieć.

Continue reading